Niekończący się barok

Barok się skończył. Internetowa skarbnica wiedzy niepewnej, ale wielce prawdopodobnej, nie pozostawia w tej kwestii żadnych wątpliwości: to, co nazywamy barokiem dokonało swego żywota już kilka stuleci temu.

Odszedł i pozostał, bo jesteśmy nim wciąż otoczeni, a w pewnych dziedzinach kultury i życia wręcz osaczeni. Barok to czas wielkiego malarstwa, monumentalnej architektury, konserwatywnej i progresywnej literatury, emancypującej się filozofii i nauki, wreszcie pogłębiającej się coraz bardziej przepaści konfesyjnej.

To, co barok po sobie pozostawił podlega ciągłym interpretacjom i reinterpretacjom. Niektóre jego wytwory nadają się do tego doskonale, inne podlegają raczej banalnemu katalogowaniu. Nowe ujęcia, spojrzenia, rozumienia, próby otwarcia nie zmieniają faktu, że dzieła baroku są tworami zupełnymi, skończonymi, na które patrzymy, które restaurujemy, czytamy lub kontemplujemy, ale ich nie zmieniamy. W tym sensie należą do przeszłości, są jej dziedzictwem, z którego możemy mniej lub bardziej twórczo korzystać.

Od tej reguły jest jeden wyjątek, jedne nie do końca domknięte drzwi, jedna niewielka szpara, przez którą można się przecisnąć do przeszłości i przez którą przeszłość może wniknąć w teraźniejszość w formie... niedokończonej. To niedomknięcie historii to nie defekt, przeciwnie, to jedna z nici, które zszywają tajemniczym ściegiem nasze życie z życiem poprzednich pokoleń. To ich przesłanie wysłane do nas nie w formie twierdzenia czy pouczenia, ale w postaci szarady, zagadki, zadania do wykonania, energetyzującej mikstury, której działania można doświadczyć tylko wtedy, gdy podejmie się wyzwanie i spróbuje ją stworzyć w oparciu o stary przepis, ale wyłącznie przy użyciu dzisiejszych składników.

Muzyka to jedyna dziedzina sztuki barokowej, która nie przekazała nam w spadku siebie jako gotowego, zamkniętego, doskonałego obiektu.

Trudno do muzyki baroku zastosować filozoficzne konstrukcje odwołujące się do dzieła intencjonalnego, istniejącego w swej skończonej postaci w sferze idealnej. Nie tyle z powodu jakichś obiekcji pod adresem idealizmu czy fenomenologii, ale po prostu dlatego, że „nie dokończenie” dzieła było kompozytorskim konceptem. Autor zupełnie świadomie ograniczał się do skonstruowania szkieletu, który oblec w dźwięk, ekspresję i znaczenia musieli muzycy. Muzyka skierowana była zawsze ku przyszłości. Ulotność muzyki, którą można było brać za jej samounicestwienie  w rzeczywistości tylko podkreślała jej konflikt z przeszłością, ciągłe wybieganie do przodu na spotkanie swojego kolejnego ucieleśnienia.

W ten sposób muzyka baroku, podobnie jak muzyka wielu innych epok i kręgów kulturowych jest zawsze niedokończona, nieskończona i nie mogąca się skończyć. Dzieje się tak, ponieważ tak została zaplanowana, ale również dlatego, że w jej idei zapisana została nieprzewidywalność, którą wnoszą ze sobą wykonawcy.

Niewykluczone, że kompozytor zakładał, że będzie ich niewielu i mierzył żywotność swoich utworów raczej na lata niż dziesięciolecia, nie mówiąc już o stuleciach. Być może nie docenił inspiracji jaką jest nie tylko sama kompozycja, ale właśnie jej niedomknięcie.

Na naszych oczach kolejne pokolenia wciskają się w uchylone drzwi baroku i próbują nadać muzyce kształt - nasycony czasem, w którym ktoś ją wymyślił i czasem, w którym przybiera dźwiękową postać.

Chciałbym wierzyć, że ten proces nigdy się nie skończy. Może czasami przyniesie rozczarowania, może zawiedzie nasze oczekiwania, ale później znowu się odrodzi, by po jakimś czasie ponownie popaść w stagnację. Spowolni w jednym miejscu, przyspieszy w innym, gdzieś rozbłyśnie, gdzieś zgaśnie - niekończący się nigdy, infinite baroque.

 

Cezary Zych