Historia barokowego dźwięku

Dyskusja na temat sposobów wykonywania muzyki baroku nie toczy się dzisiaj z taką dynamiką i zawziętością, jak kilkadziesiąt, czy nawet kilkanaście lat temu. Można wręcz odnieść wrażenie, że więcej polemik dotyczy nazewnictwa, niż jego istoty. Czy tak już będzie zawsze, czy to może jedynie chwilowy rozejm, trudno powiedzieć, ale można przypuszczać, że po okresie względnego spokoju nastąpią jednak pewne turbulencje i temat powracał będzie falami, jak zdarzało się to już w przeszłości.

W przypadku muzyki barokowej dotyczyły one, na przykład, doboru instrumentarium, wielkości orkiestr, tzw. pojedynczych składów w interpretacji muzyki wokalnej, sposobów realizacji basso continuo, ornamentacji, improwizacji etc. Są to zagadnienia specjalistyczne, które mają oczywiście olbrzymi wpływ na ostateczny kształt muzyki, ale nie muszą wcale być przedmiotem zainteresowania słuchaczy, dla których ważny jest efekt finalny. Jeśli ktoś pasjonuje się muzyką baroku i dziejami jej wykonawstwa na pewno zwróci uwagę na te detale. Jeśli ktoś po prostu słucha muzyki, może od tego zupełnie abstrahować.

Jest jednak jeden element, którego ignorować nie można, a w gruncie rzeczy ignorować się nie da - to dźwięk. Nie, jak dawniej mówiono, „dźwięk dawnych instrumentów”, ale jak należałoby powiedzieć „dźwięk, który można odnaleźć, odkryć lub wykreować przy pomocy dawnych instrumentów”.

Brzmienie instrumentów, na których grali twórcy baroku kilkaset lat temu było inne od brzmienia instrumentów, które tworzyły dwudziestowieczną sonosferę. To nie co innego, ale właśnie ten dźwięk zwrócił uwagę słuchaczy, a wcześniej muzyków i zmienił ich nastawienie do muzyki dawnej.

Nam, przyzwyczajonym już od lat do jego właściwości, trudno wyobrazić sobie, jak wielka była to różnica. Dźwięk poszczególnych instrumentów można było opisywać, porównywać do brzmienia instrumentów ludowych lub instrumentów z innych obszarów kulturowych, ale czymś wręcz nie do opisania było ich zastosowanie do powszechnie znanego repertuaru. Jak czytamy i słyszymy w relacjach z pierwszych spotkań z muzyką baroku wykonywaną na instrumentach historycznych ktoś, kto zagrał lub usłyszał interpretowanego w ten sposób Bacha był już na zawsze stracony. To musiało brzmieć właśnie tak - estetyczny imperatyw.

Tym dziwniejsze może się wydać, że dźwięk przestał być właściwie obecny w rozważaniach na temat wykonywania muzyki baroku. Został zredukowany, wręcz zdegradowany do jednego z wielu czynników kształtujących wykonanie i niestety słychać to coraz częściej. 

Dźwięk, który powinien być przewodnikiem okazuje się intruzem odciągającym muzyka od innych „ważnych” zagadnień technicznych i interpretacyjnych. Trudno o coś bardziej niedorzecznego, bo przecież wszystko, co robi muzyk powinno ostatecznie znaleźć swój wyraz w dźwięku.

Wykonawcy, którzy nie troszczą się o dźwięk albo którzy nie potrafią go wydobyć lub odkryć w zgodzie z naturą swoich instrumentów i muzyki, którą na nich grają, powinni dać sobie spokój z muzyką barokową, a my powinniśmy dać sobie spokój z ich słuchaniem. To nie ma nic wspólnego z muzyką XVII i XVIII wieku, to nie ma nic wspólnego z muzyką w ogóle.

Usprawiedliwieniem nie może być też jakość samych instrumentów. Ostateczny efekt dźwiękowy jest zawsze paktem i kompromisem, jaki muzyk zawiera z instrumentem, a umiejętności negocjacyjne w tym zakresie są wyrazem jego kwalifikacji artystycznych.

Spróbujcie spojrzeć na ostatnie kilkadziesiąt lat wykonywania muzyki dawnej z punktu widzenia dźwięku i troski o dźwięk. Nie dajcie sobie wmówić, że w muzyce jest coś ważniejszego. Dźwięk powinien prowadzić muzyka do najlepszych możliwych wykonań, a nam dać to, czego od muzyki oczekujemy.

 

Cezary Zych